poniedziałek, 20 stycznia 2014

Dziękujemy!

 

Przez kilka tygodni Blanka rozpieszczała nas relacjami z pobytu w naszej Misji w Mpanshya. Dzięki Niej mogliśmy przeczytać m.in. o wycieczce Absolwentów, ceremonii zakończenia roku szkolnego w przedszkolu, Party, Bożym Narodzeniu w Afryce i noworocznym party w Hospicjum. Wraz z Nią odwiedzaliśmy Jej adoptowane na odległość dzieci i wielu z nas wzruszało się czytając o tych spotkaniach. Dziękujemy Blance z całego serca za to, że zabrała nas z sobą do Mpanshyi i że dzieliła się z nami doświadczeniami, które bardzo często były niezwykle osobiste. Mamy nadzieję, że czas spędzony w Afryce będzie owocował w przyszłości i że całe to dobro i serce, które Blanka włożyła w pomoc naszej misji, wrócą do Niej ze zdwojoną siłą. „Zikomo kwambiri” w imieniu potrzebujących w Zambii, „Dziękujemy” w imieniu Rodziców Adopcyjnych i „Bóg zapłać” w imieniu Sióstr. Wyrazy wdzięczności kierujemy nie tylko do Blanki, ale i do wszystkich, którzy pomogli Jej w spełnieniu tego marzenia, czyli do Rodziny i Przyjaciół, a także do wszystkich, którzy zainspirowani postawą Blanki pomogli Jej w zebraniu funduszy dla Misji oraz podarowali artykuły, które Blanka wysłała w kilku paczkach do Zambii.


Z całego serca dziękujemy!

 

 

czwartek, 9 stycznia 2014

Relacja Blanki nr 22 - pożegnanie z Zambią

9.01.2014

Ostatnie dni w Zambii starałam się wykorzystać jak najowocniej. Świadomość tego, że niebawem opuszczam to miejsce dawała mi dużą motywacje by spać jak najmniej i jak najwięcej przebywać wśród ludzi. Czas jednak biegnie nieubłaganie i muszę opuścić to miejsce...

Ostatnie dni przynosiły na zmianę gwałtowne burze z wichurami i piorunami oraz bardzo wysokie temperatury i palące słońce. Wszystko to nakładało się na duszne powietrze i dużą wilgotność. Baterie w solarach nie ładują się dobrze przy takiej pogodzie przez co często brakuje światła a dostęp do internetu (zasilany bateriami solarnymi) jest bardzo utrudniony. Czynniki pogodowe oraz moja chęć wykorzystania ostatnich dni do maksimum spowodowały że nie miałam zbyt wiele czasu by na bieżąco uzupełniać bloga. Przepraszam za to...

Dzisiaj o wschodzie słońca udałam się z Siostra Stefania oraz 2 lokalnymi mieszkańcami w góry by zdobyć szczyt na którym w 2000 roku ksiądz z lokalnymi mieszkańcami umieścił Krzyż Jubileuszu roku 2000. Taka pielgrzymka o świcie w ostatnim dniu pobytu w Mpanshy była dla mnie pięknym zamknięciem dni które tutaj spędziłam. Podziękowaniem za otwarte ramiona z jakimi przywitała mnie Zambia, za to ze była dobrym i cierpliwym choć surowym nauczycielem życia. Niosłam na te gore bagaż doświadczeń ostatnich dni, trosk, radości, próśb i podziękowań. Droga nie była łatwa. Ostatni kawałek trzeba się wspinać po skalach niemal pionowo w gore. W nocy padał deszcz więc było bardzo ślisko i nie raz potykaliśmy się i zjeżdżaliśmy na tyłkach w dół usilnie łapiąc się traw lub gałęzi by się zatrzymać. Każdy z nas miał jednak silna motywacje i razem zdobyliśmy szczyt skąd rozciągał się przepiękny widok - nagroda za poniesiony trud. W szczelinie między skałami na szczycie jest notes w którym każdy może pozostawić po sobie ślad. Notes przyniósł Filip - wolontariusz ze Szwajcarii. Niestety już nie żyje - spadł w przepaść w górach szwajcarskich niedługo po powrocie z Zambii...

Nie wiem czy kiedyś tutaj wrócę - trudno przewidzieć co jest mi pisane w życiu. Wiem jednak ze zostawiam tutaj cząstkę siebie, a cząstkę Zambii zamykam w swoim sercu by na zawsze była ze mną. Dziękuje wszystkim którzy pomogli mi w przygotowaniach do tej podroży, którzy wspierali mnie kiedy byłam tutaj, mojej rodzinie za wiarę we mnie i wsparcie, Siostrom Boromeuszkom za piękne świadectwo, gościnę, życzliwość, Maggie - Dobremu Aniołowi Hospicjum, za wszystkie wspólne chwile, Bernadce oraz Krzysztofowi za wsparcie i cenne wskazówki. Dziękuje wspaniałym mieszkańcom Zambii za okazywane ciepło oraz ukazanie innej, pięknej strony życia. Dziękuje także każdemu, kto w jakikolwiek sposób pomaga ludziom będącym w potrzebie.
 
 


 
 

niedziela, 5 stycznia 2014

Relacja Blanki nr 21 - Party w Hospicjum

1.1.2014r.

Dzisiaj w Hospicjum odbyło się New Years Party. Przygotowania trwały od samego rana a licząc czas poświęcony na zakupy to można powiedzieć ze od kilku dni. Pracownicy Hospicjum ugotowali przepyszny, uroczysty lunch. Był ryż, kurczak, sałatki no i oczywiście zimna Coca-Cola. Taki obiad w Hospicjum to luksus. Zazwyczaj pacjenci jedzą skromne posiłki. Dzisiaj wiec każdy najadł się do syta. My z Maggie od rana stroiłyśmy Hospicjum - Zambijczycy szczególnie lubią kolorowe balony i łańcuchy.

Na deser były torty czekoladowe które Maggi przywiozła aż z Lusaki! Większość ludzi jadło pierwszy raz w życiu ciasto z kremem. Ze względu na bardzo wysokie temperatury w wioskach nie piecze się ciast z kremem - wszystko by się rozpuściło i bardzo szybko popsuło. W ogóle rzadko we wioskach piecze się ciasta bo mało kto ma możliwość pieczenia. Proszę sobie wiec wyobrazić jak wielka radość była pacjentów i pracowników na widok 2 przepysznych ciast czekoladowych! Żeby przewieźć je z Lusaki do Mpansy trzeba było kupić worek lodu, który włożono na dno plastikowego pojemika-lodówki (kiedyś takie były popularne w Polsce na piknikach), a na worek z lodem położono ciasta - w ten sposób utrzymano w miarę niska temperaturę i przez 200kilometrowa podroż torty się nie rozpuściły. naprawdę warto było podjąć trud tego transportu żeby zobaczyć radość tych ludzi! Dwie kobiety wnosiły torty tańcząc a za nimi weszła trzecia tańcząc z nożem. W Zambii istnieje zwyczaj ze najważniejszy posiłek na uroczystości - najczęściej są ta ciasta, wnosi się tańcząc i z ukłonem ofiaruje najważniejszej osobie/osobom na uroczystości. Następnie tańcząc wręcza się jej/im nóż, którym następnie ciasto jest krojone. W ten sposób pokazuje się radość z wyjątkowego jedzenia.

Po obiedzie nadszedł czas na tańce. Tańczyli wszyscy, bez wyjątków. Jeden pacjent tak bardzo zaangażował się w taniec, że kiedy od wirowania zakręciło mu się w głowie trzeba go było odprowadzić do pokoju by położył się na łóżku i nieco odpoczął. Party trwało dopóki starczyło baterii w radiu, czyli dopóki grała muzyka. Wieczorem personel rozszedł się do domu a pacjenci do swoich pokojów. Wszyscy w doskonałych humorach.

Takie Noworoczne Party to wspaniała inicjatywa. Wyrazy wdzięczności należą się ludziom którzy przesyłają ofiary na Hospicjum i dzięki którym może ono funkcjonować, jak i tym, którzy wpłacili pieniądze specjalnie na to właśnie przyjecie. Najczęściej do Hospicjum trafiają ludzie w tak ciężkim stanie że nie pozostaje im nic innego jak czekać na śmierć. Są tego świadomi, wiedzą że umrą. Znoszą to jednak w milczeniu, nie skarżą się, często starają się żartować mimo ze w ich oczach widać ból i lek. Dzięki takim inicjatywom na chwile mogą zapomnieć o wszystkich złych rzeczach, oderwać się nieco od rzeczywistości. Podziękowania nalezą się także Maggie, której co chwile przychodzą do głowy wspaniałe pomysły i która jest z tymi ludźmi niosąc ulgę w ich cierpieniu.
 

Czasem chodzę do Hospicjum porozmawiać z pacjentami. Można z nimi pograć w domino, poukładać puzzle. Ostatnio poczęstowali mnie Insua - jednak nie przekonałam się do jedzenia prażonych much bez skrzydełek. Rozdysponowałyśmy także wśród pacjentów część ubrań z paczek, które ludzie ofiarowali mi w Polsce (jeszcze raz dziękuje ze nie). Przykładowo jest w Hospicjum 26-letni chłopak, który przez 3 dni szedł z zona i z 1,5 roczną córeczką ze swojej wioski do szpitala w Mpanshi. Kiedy dotarł na miejsce okazało się, ze jego stan jest tak poważny, ze nie można go uratować - zaawansowana gruźlica płuc i innych organów połączona z wodobrzuszem. Rodzina nie spodziewała się takiej diagnozy - przyszli nie mając ze sobą nic, w tym ubrań na zmianę. Dzięki Państwu zarówno mała Agness (córeczka) jak i jej rodzice maja ubrania na zmianę. Żona z córką wspaniale opiekują się chorym, którego stan z dnia na dzień się pogarsza. Kiedy człowiek patrzy na takie rzeczy serce się kraje. Przychodzą także rożne refleksje.... Chłopak jest młodszy ode mnie... Ma żonę i córkę... "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Ale także patrząc na takie sceny człowiek widzi jak wielka jest siła miłości w Zambii, do jak wielkiej ofiary zdolni są ludzie, jak odważnie znoszą cierpienie i jak przepięknie rodziny opiekują się swoimi bliskimi. Dziękuje wszystkim, którzy wspierają Hospicjum."

W Nowym Roku życzę Państwu aby każdego dnia odkrywali Państwo co najmniej jeden powód do radości i aby ta radość rozkwitała w Państwa sercu zarażając innych ludzi. Szczęśliwego Nowego Roku!




 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Relacja Blanki nr 20

28.12.2013
Od wczoraj jestem szczęśliwą mamą :-) W nocy zmarła koza osierocając 4-tygodniowe maleństwo. Kózka jest zbyt mała by samodzielnie się żywić. Siostra Marta, odpowiedzialna za zwierzęta w konwencie, przyniosła ją kiedy jadłyśmy śniadanie i powiedziała nam co się stało. Przypomniałam sobie, że w jednej z paczek, które nadeszły są butelki dla dzieci. Zabrałyśmy jedną z butelek i w ten sposób karmimy kózkę mlekiem. Nikt z nas za bardzo nie zna się na wychowywaniu młodych kóz a w okolicy nie ma weterynarza… Staramy się robić co w naszej mocy by utrzymać ją przy życiu. Zamieszkała więc w ogródku przy moim domku i zyskała kilka nowych mam – poza mną karmi ją także Siostra Marta oraz Maggie. Mamy nadzieję, że podołamy temu niezwykłemu wyzwaniu rodzicielskiemu :-)



 
Dzisiaj zabito jedną ze świń bo zaczynała słabnąć. Troszkę nas to zasmuciło – zmarła koza i świnka słabnie… Mięso z zabitej świni Siostry postanowiły rozdysponować pośród dzieci z programu „Adopcja Serca” – ponad 150kg!
Siostra Marta ma ogromne serce i wspaniale opiekuje się zwierzętami – a jest ich tutaj sporo: kury, kaczki, króliki, kozy, świnie, 2 psy i kot. Od czasu do czasu zaglądam do gospodarstwa – zwierzęta są przeurocze!
Wreszcie udało się nam ukończyć remont pomieszczenia do suszenia Moringi oraz Lemon Grass. Zmieniony został dach, pomalowane ściany, namalowane znaki Polish aid (projekt uprawy Moringi w Mpanshy sponsorowany jest przez Ambasadę Polską), napis „Moringa” oraz „Lemon Grass” i rysunki. Wszystko wygląda bardzo ładnie i będzie służyło przez długie lata.
Powoli zaczynamy przygotowania do New Years Party, które co roku, z inicjatywy Maggi, jest obchodzone w Hospicjum. Trzeba wykonać ozdoby, zakupić produkty spożywcze z których następnie ugotujemy darmowe posiłki. Hospicjum w całości utrzymuje się z ofiar darczyńców. Nie jest finansowane przez rząd Zambijski. W Mpanshy bardzo potrzeba takiego miejsca. Wiele osób trafia do szpitala zbyt późno i nie da się już ich wyleczyć. Hospicjum jest dla nich ostatnim przystankiem gdzie dzięki fachowej opiece mogą spędzić ostatnie dni wśród ludzi, którzy zmniejszą ich ból i cierpienie. Nie raz także Hospicjum jest dla nich jedynym miejscem gdzie mogą dostać posiłek i gdzie ktoś zwróci na nich uwagę, porozmawia, potrzyma za rękę, uśmiechnie się. Wiele chorych osób jest samotnych a czasem ich rodziny się od nich odsuwają. Bywają też wzruszające sceny kiedy rodzina trwa przy łóżku chorego aż do jego śmierci – tak było niedawno w przypadku kilkuletniej dziewczynki której babcia spała na ziemi przy łóżku czuwając dopóki dziewczynka nie zmarła.
 ***
29.12.2013
Dzisiaj po obiedzie poszłam z siostrą Martą do sąsiedniej wioski odwiedzić Eliasha. Kiedyś pomagał w szkole pielęgniarskiej, był szefem wioski, lecz z nieznanych powodów zachorował i od 7 lat nie wychodzi z domu i prawie z nikim nie rozmawia. Szłyśmy godzinę pieszo zanim dotarłyśmy do miejsca – tak dalekie są dystanse w Zambii.
 
Warto jednak było ponieść ten trud. Siostra przyniosła Eliashowi i jego mamie, która się nim opiekuje, wiele produktów spożywczych. Eliash Jednak nie chciał z nami rozmawiać. Ożywił się dopiero kiedy zrobiłam mu zdjęcie z mamą – chciał je zobaczyć. Mama Eliasha bardzo się ucieszyła, że jej syn zaczął reagować na wizytę gości. Na pożegnanie podał nam rękę! Siostra powiedziała, że to duży postęp i przez przypadek, robiąc mu zdjęcie, odkryłam sposób na nawiązanie z nim kontaktu. Następnym razem też zabierzemy ze sobą aparat fotograficzny. Może uda się go namówić do wyjścia z domu pod pretekstem zrobienia kilku zdjęć na zewnątrz?

 

Relacja Blanki nr 19

26.12.2013

Drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia nie jest w Zambii obchodzony. W tym dniu ludzie normalnie idą do pracy, wracają do swoich obowiązków. Trochę przez to Święta wydają się krótkie… No i ten brak śniegu i wysokie temperatury (znowu niebezpiecznie blisko 40 stopni). Ale podobno w Polsce pogoda także bardziej przypomina Wielkanoc niż Boże Narodzenie, więc nie mogę marudzić :-) W nocy ciężko jest spać – człowiek leży pod moskitierą cały mokry, przewraca się z boku na bok i marzy o jakieś zimnej bryzie… a tu tylko złowrogie brzęczenie komarów zza moskitiery czekających na swoją „orientalną kolację”…

Zaczęłam praktykować poranne spacery. 5:00 rano, kiedy wstaje słońce, jest najchłodniejszą porą dnia. Kilkunastokilometrowy spacer jest więc wspaniałą okazją do zaczerpnięcia rześkiego powietrza i podziwiania przepięknej Zambii. Kolory są niesamowite! Ciężko oddać na zdjęciu jak piękna jest Afryka.



 

Po obiedzie Siostry zrobiły małe party z okazji imienin Siostry Stefani – ciasto urodzinowe było pyszne! Siostrze życzymy wszystkiego co najlepsze! Sto Lat!

Wieczorem przyszła niespodziewana, intensywna burza. Niestety trwała tylko 20 minut i w ogóle nie obniżyła temperatury. Dziwna ta pora deszczowa w tym roku…

Relacja Blanki nr 18 - Boże Narodzenie

25.12.2013
Boże Narodzenie. W czasie uroczystej Mszy św. zostało dzisiaj ochrzczonych 21 dzieci. Dla Maggie była to wyjątkowa Msza św. bowiem została poproszona o bycie mamą chrzestną jednego z dzieci! To bardzo duże wyróżnienie i zaszczyt. Myślę także, że jest to najlepszy dowód na to, że mieszkańcy Mpanshy bardzo pokochali Maggi – jest pierwszą mamą chrzestną-Mzungu w Mpanshyi. Po chrzcinach nie urządza się przyjęć tak jak w Polsce. Ludzie rozchodzą się do domów i dzień biegnie dalej swoim normalnym trybem.
 
W szpitalu urodziło się dzisiaj dwóch chłopczyków – Christmas Babies. W prezencie mamy otrzymały piękne komplety dla synów – bluzeczka i spodenki. Prezent Bożonarodzeniowy dla dzieci urodzonych w tak wyjątkowym dniu.
Po obiedzie udałyśmy się z Maggie do Mulele – Zambijskiej wioski dla starszych osób. To odpowiednik naszego domu spokojnej starości, który został wybudowany kilka lat temu przez Szwajcarów. Mulele ma być oazą dla wszystkich starszych, osamotnionych osób. Na terenie wioski działa piekarnia, z której dochód przeznaczony jest na utrzymanie mieszkańców. W Mulele byłam już kilka razy i bardzo się zaprzyjaźniłam z przebywającymi tam osobami – 4 mężczyznami. Dzisiejsza wizyta była wizytą świąteczną. Przyniosłyśmy ciastka oraz zimna colę (tak, kiedy na polu ponad 30 stopni zimna cola jest najlepszym dodatkiem do ciastek :-) i przez kilka godzin rozmawiałyśmy i żartowałyśmy z mieszkańcami. To bardzo weseli panowie. Dwóch z nich jest niewidomy, jeden niepełnosprawny umysłowo, a jeden pozbawiony palców u rąk. Wciąż pozostają w dobrych humorach, śmieją się i opowiadają. Na Święta Bożego Narodzenia Siostry przygotowały dla nich podarunki – głównie artykuły kosmetyczne i spożywcze.
 
 
 

Wieczorem w konwencie wraz z Siostrami oraz księżmi zjadłam pyszną uroczystą kolację. Drugi dzień świąt jest obchodzony bardziej uroczyście niż pierwszy. W Polsce uroczystą kolację je się w Wigilię a tutaj w Boże Narodzenie. Był barszcz, makówka oraz lody! I dużo innych pyszności.

Relacja Blanki nr 17 - Wigilia w Afryce


24.12.2013
Dzisiaj Wigilia. Moje pierwsze Święta Bożego Narodzenia w Zambii. Od samego rana słychać było roześmianych ludzi składających sobie życzenia świąteczne. Siostry zakupiły ponad 1500 bochenków chleba które zostały rozdane personelowi szpitala, pacjentom oraz biednym ludziom – zamiast łamania się opłatkiem ludzie dostali prawdziwy chleb tak by w ten dzień nikt nie był głodny.
Margaret – moja „adoptowana córka” w prezencie świątecznym i podziękowaniu za bycie jej sponsorem przyniosła mi 2 piękne, ręcznie robione koszyki. Bardzo mnie to wzruszyło. Margaret wraz z rodziną naprawdę wspaniale mnie ugościli gdy ich odwiedziłam i widziałam szczerą radość i wdzięczność w ich oczach. A teraz taki miły prezent! Cieszę się, że mogę pomóc Margaret w ukończeniu szkoły, bez której życie w Zambii jest naprawdę ciężkie.
Przywieziono z Lusaki paczki – bardzo się ucieszyłam kiedy pośród nich zobaczyłam dwie z paczek które wysłałam będąc w Polsce. Zdziwiło mnie, że doszła jedna paczka wysłana w lipcu (!!) a jedna w listopadzie… Nie doszły wciąż paczki wysłane w październiku – doprawdy nie potrafię zrozumieć jak działa poczta, ale przekonałam się, że trzeba się naprawdę dobrze uzbroić w cierpliwość po wysłaniu paczki bo jak widać czas jej doręczenia może zająć miesiąc ale może też pół roku… Niemniej sprawiło mi wielką frajdę otwieranie ich tutaj w Zambii. Od razu wraz z siostrami segregowałyśmy rzeczy tak by je rozdysponować. Znaczna część rzeczy pójdzie do szpitala i do hospicjum. Wielu pacjentów trafia do szpitala i nie ma ubrań na zmianę (zniszczone, często zalane krwią stare ubrania nie nadają się do chodzenia a na nowe ich nie stać) oraz podstawowych środków czystości. Dzieci przebywające w hospicjum nie mają zabawek. Paczki wydawały się dojść w samą porę, by zrobić z nich świąteczne prezenty dla potrzebujących. Cześć rzeczy została rozdana ubogim mieszkańcom Mpanshy. Kiedy pośredniczy się w całym procesie wysyłania paczek – zbieranie rzeczy, pakowanie, wysyłanie, rozpakowywanie i rozdawanie, człowiek przekonuje się jak bardzo potrzeba jest pomoc w Zambii. Jak wiele dobrego może przynieść taka paczka. Jak wielu ludzi dzisiaj zostało uszczęśliwionych…

 
Na oddziale dziecięcym dumnie stoi choinka ozdobione przez dzieci z Noah’s Ark. To piękne dzieło pokazujące także jednoczenie się dzieci zdrowych z dziećmi chorymi (nie raz nieuleczalnie). Dzięki niej na buzi tych maluchów przez Święta gości uśmiech.
 
 
 
 
Wieczorem zjadłyśmy z Siostrami kolację Wigilijną. Kolacja składała się z mieszanki Polsko-Zambijskich potraw, tak by każdy znalazł coś dla siebie. Ja najbardziej ucieszyłam się z makówki i kompotu z suszonych owoców – to tradycyjne dania kuchni Śląskiej, które zawsze goszczą na stole w moim domu. Po kolacji odwiedził nas Aniołek zostawiając dla każdego symboliczny prezent – musiałam być bardzo grzeczna, że znalazł mnie w Zambii i dla mnie także zostawił prezent! Dostałam piękną chitengę i paczkę słodyczy.
 
O 20:00 udałyśmy się na Pasterkę. Dzięki staraniom księdza Michała w kościele po raz pierwszy została ustawiona szopka. Figurki do szopki zostały przywiezione w walizkach aż z Polski! Drewnianą konstrukcję szopki wykonał okoliczny stolarz. Całość wyglądała bardzo pięknie i budziła bardzo duże zainteresowanie wśród ludzi – to pierwsza szopka w Mpanshy!
 
W trakcie Mszy św. Stella Girls tańczyły ubrane w białe sukienki – na każdej uroczystej Mszy św. w Zambii jest grupa dziewczynek – tancerek, które tańczą na rozpoczęcie, wręczenie darów i zakończenie. Wygląda to bardzo pięknie. Piękne są także Zambijskie kolędy wykonywane w akompaniamencie tradycyjnych i nowoczesnych instrumentów muzycznych.

 


Święta w Zambii pozbawione są głośnych reklam z Mikołajami, nie ma śniegu, domy nie są bogato ozdobione a na drzewkach w ogródkach nie wiszą kolorowe lampki. Są to Święta raczej spokojne, obchodzone w ciszy własnego serca. Ludzie dzielą się w tym dniu tym co mają z innymi i radują się z narodzin Jezusa.